Układanka

Układanka

Kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 392
Rozmiar 1,7 MB
Data premiery: 2018-10-03
Tytuł: Układanka
Autor: Slaughter Karin
Tłumacz: Stadnik Dorota
Wydawnictwo: Harper Collins
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 392
Data premiery: 2018-10-03
Rok wydania: 2018
Format: MOBI
Liczba urządzeń: bez ograniczeń
Drukowanie: bez ograniczeń
Kopiowanie: bez ograniczeń
Indeks: 27119730

Czy to ta sama kobieta, która czytała jej bajki na dobranoc? andrea posłusznie wykonuje instrukcje matki, przy okazji odkrywając coraz więcej sekretów z jej przeszłości. Laura odmawia składania zeznań, a córce każe natychmiast zniknąć. Jakie tajemnice może skrywać laura, elegancka i poukładana terapeutka mowy, filar lokalnej społeczności? tego dnia wybrały się wspólnie do restauracji, by świętować urodziny andrei. Kiedy w lokalu ktoś zaczął strzelać, większość gości wpadła w panikę, jednak nie laura. Układanka Pdf. Przecież ci, którzy tak wiele ukrywają, rzadko mają czyste sumienie. . andrea jest przekonana, że wie wszystko o swojej matce. Układanka Ebook. Chce poznać prawdę, ale nie ma pojęcia, jak trudne i ryzykowne okaże się podążanie śladami młodej laury. Nie tylko zachowała zimną krew, ale sprawnie obezwładniła i bez wahania zabiła napastnika. później robi się jeszcze dziwniej. Zszokowana andrea zaczyna się zastanawiać, kim tak naprawdę jest jej matka.

Komentarze

Księgozbór

Księgozbór

Karin Slaughter należy do grona tych autorek, których twórczość po prostu mnie zachwyca. Nieważne, co wyjdzie spod jej pióra wiem, że będę tym zachwycona. Swoją przygodę rozpoczęłam od serii Hrabstwo Grant i przepadłam bez reszty. Później to samo stało się przy okazji serii z Willem Trentem, dlatego też nie mam oporów i każdą książkę tej autorki muszę mieć w swej kolekcji. Wiecie zatem, dlaczego dziś padło na recenzję „Układanki”. Główną bohaterką „Układanki” jest Andrea młoda dziewczyna, według mnie, lekko nieporadna życiowo. Nie jest zadowolona ani ze swojej kariery zawodowej ani z życia prywatnego. Wielkie miasto nie dało jej tego, co sobie wymarzyła, więc gdy tylko nadarza się okazja powraca do domu, gdzie kontem pomieszkuje u matki. Tu również nic się nie zmienia i nadal prowadzi nudne, schematyczne życie. Laura, jej mama, doskonale znana i lubiana w swojej społeczności logopeda, jest całkowitym przeciwieństwem swojej córki. Pewnego dnia obie panie umawiają się w restauracji by świętować urodziny Andrei. Jednak spotkanie przerywa młody człowiek, który wpada do lokalu i strzela do gości. W Laurze budzi się instynkt przetrwania. Z niemal żołnierską precyzją i na chłodno likwiduje napastnika. W tej jednej chwili dotąd poukładane życie Andrei runęło bezpowrotnie. Obraz Laury, jaki dotąd pielęgnowała również uległ zmianie. Kim była jej matka? Jak to się stało, że zabiła? Jakie sekrety skrywała przez te lata? Dlaczego kazała Andrei wyjechać z miasta? Czy odpowiedzi, jakie znajdzie dziewczyna ukażą nowe oblicze jej matki? Jak już wspomniałam wcześniej twórczość Karin Slaughter jest mi bliska. Bardzo mi odpowiada jej styl, a co za tym idzie i przedstawione przez nią historie. „Układanka” to tak naprawdę opowieść o dwóch kobietach, Laurze i Andrei, oraz o wyborach i wydarzeniach, które determinują ich życie. Przedstawiona historia układa się w logiczną całość dość powoli, jednak nie jest nudna. Wręcz przeciwnie, wciągnęła mnie bez reszty. Sylwetki Andrei i Laury zostały fantastycznie zarysowane. Poznanie przeszłości Laury, którą powolutku odkrywamy wręcz zachęcała do lektury. Matka i córka są zupełnie różnymi osobowościami. Postać Andrei miejscami budzi w czytelniku irytację jednak analizując sytuację, w jakiej się znalazła tak naprawdę jest ona bardziej realistyczna. Drodzy moi mili mogę tylko rzecz, że z całą pewnością nie zawiedziecie się, gdy sięgniecie po tę pozycję. Z każdą stroną będziecie wręcz chcieli więcej. Zatem życzę Wam miłej lektury, a gdybyście nie mieli jeszcze prezentów świątecznych dla moli książkowych to gorąco polecam Karin Slaughter.

Joanna Puchała

Joanna Puchała

Karin Slaughter należy do grona tych autorek, których twórczość po prostu mnie zachwyca. Nieważne, co wyjdzie spod jej pióra wiem, że będę tym zachwycona. Swoją przygodę rozpoczęłam od serii Hrabstwo Grant i przepadłam bez reszty. Później to samo stało się przy okazji serii z Willem Trentem, dlatego też nie mam oporów i każdą książkę tej autorki muszę mieć w swej kolekcji. Wiecie zatem, dlaczego dziś padło na recenzję „Układanki”. Główną bohaterką „Układanki” jest Andrea młoda dziewczyna, według mnie, lekko nieporadna życiowo. Nie jest zadowolona ani ze swojej kariery zawodowej ani z życia prywatnego. Wielkie miasto nie dało jej tego, co sobie wymarzyła, więc gdy tylko nadarza się okazja powraca do domu, gdzie kontem pomieszkuje u matki. Tu również nic się nie zmienia i nadal prowadzi nudne, schematyczne życie. Laura, jej mama, doskonale znana i lubiana w swojej społeczności logopeda, jest całkowitym przeciwieństwem swojej córki. Pewnego dnia obie panie umawiają się w restauracji by świętować urodziny Andrei. Jednak spotkanie przerywa młody człowiek, który wpada do lokalu i strzela do gości. W Laurze budzi się instynkt przetrwania. Z niemal żołnierską precyzją i na chłodno likwiduje napastnika. W tej jednej chwili dotąd poukładane życie Andrei runęło bezpowrotnie. Obraz Laury, jaki dotąd pielęgnowała również uległ zmianie. Kim była jej matka? Jak to się stało, że zabiła? Jakie sekrety skrywała przez te lata? Dlaczego kazała Andrei wyjechać z miasta? Czy odpowiedzi, jakie znajdzie dziewczyna ukażą nowe oblicze jej matki? Jak już wspomniałam wcześniej twórczość Karin Slaughter jest mi bliska. Bardzo mi odpowiada jej styl, a co za tym idzie i przedstawione przez nią historie. „Układanka” to tak naprawdę opowieść o dwóch kobietach, Laurze i Andrei, oraz o wyborach i wydarzeniach, które determinują ich życie. Przedstawiona historia układa się w logiczną całość dość powoli, jednak nie jest nudna. Wręcz przeciwnie, wciągnęła mnie bez reszty. Sylwetki Andrei i Laury zostały fantastycznie zarysowane. Poznanie przeszłości Laury, którą powolutku odkrywamy wręcz zachęcała do lektury. Matka i córka są zupełnie różnymi osobowościami. Postać Andrei miejscami budzi w czytelniku irytację jednak analizując sytuację, w jakiej się znalazła tak naprawdę jest ona bardziej realistyczna. Drodzy moi mili mogę tylko rzecz, że z całą pewnością nie zawiedziecie się, gdy sięgniecie po tę pozycję. Z każdą stroną będziecie wręcz chcieli więcej. Zatem życzę Wam miłej lektury, a gdybyście nie mieli jeszcze prezentów świątecznych dla moli książkowych to gorąco polecam Karin Slaughter.

NaWidelcu

NaWidelcu

Jak dobrze znasz swoją matkę? Myślisz, że wiesz o niej wszystko? W tym momencie pewnie uśmiechasz się lekko sceptycznie. Oczywiście, że tak! Może nie znasz jej ulubionych słodyczy, ale przecież jest obecna przez większość twojego życia. Po prostu znasz ją jak samą siebie. Ale czy aby na pewno? Andrea uważa, że wie wszystko o swojej matce. Jest przekonana, że bycie filarem lokalnej społeczności od zawsze stanowiło jej cel w życiu. Że spokojna, czasem nawet nudna egzystencja w całości ją zadowala. I spotkanie matki z córką w restauracji idealnie się w ten schemat wpasowuje. Ale coś psuje ten wizerunek. A dokładniej ktoś – uzbrojony mężczyzna, który przerywa Andrei i Laurze spokojne spotkanie. Czy kobieta stoi jak sparaliżowana, czy wpada w panikę? Nie, najzwyczajniej w świecie... eliminuje napastnika. Skąd Laura potrafi tak się bronić? I kim... tak naprawdę jest. Andrea zadaje pytania, ale nie dostaje odpowiedzi, tę układankę będzie musiała ułożyć sama. Muszę przyznać, że opis powieści mnie zaintrygował. Połączenie wątku obyczajowego z kryminałem brzmiał świeżo i ekscytująco. I tak też to wyszło w praktyce. Po pierwsze, bardzo ciekawa historia. Naprawdę świetny pomysł i jego realizacja. Z niegasnącym zainteresowaniem śledziłam rozwój wydarzeń i zaskakujące zwroty akcji. Ciąg dalszy: www.recenzjenawidelcu.pl/2018/12/ukadanka-karin-slaughter.html

malyneczka

malyneczka

Nazwisko Karin Slaughter wielokrotnie obijało mi się o uszy. Kiedyś czytałam jedno, krótkie opowiadanie autorki, ale nie zrobiło ono na mnie wielkiego wrażenia. Jednak zdecydowałam się sięgnąć po najnowszą powieść tej autorki. Andrea pracuje w call center pomagając ludziom z problemami. W dniu swoich urodzin udaje się z mamą do restauracji. Rozmowa nie bardzo się klei, ale zostaje ona brutalnie przerwana strzelaniną. Jedyną osobą, która zachowuje zimną krew jest Laura - matka Andrei, która z łatwością obezwładnia szaleńca i zabija go. Następnie karze córce szybko spakować się i jak najszybciej wyjechać z miasta. Zszokowana córka stawia opór, ale potem wiedziona ciekawością o przeszłości swojej matki postanawia jechać tropem wskazanym przez rodzicielkę. Wydaje mi się, że w książkę wkradł się mały chaos, jednakże czytało mi się ją całkiem dobrze. Wartka akcja, zaskakujące momenty powodują, że czytelnik chce z książką spędzić czas. Jednakże nie wiem czy jest to wina tłumaczenia, czy może język autorki jest taki twardy. W thriller trzeba się wgryźć i dopiero potem czytanie idzie zdecydowanie łatwiej. Powieść porusza ciekawy motyw: zagadki, które skrywają nasze rodziny bywają bardzo interesujące i z pewnością są one warte uwagi. Myślę, że nie do końca znamy siebie. Dzisiaj nasze życie toczy się bardzo szybko i nie ma czasu na rodzinne pogawędki. Zdarza się, że znajomi z portali społecznościowych są nam bliżsi, niż rodzice czy dziadkowie. Może czasami warto zwolnić i zadać pytanie rodzicom na przykład jak się poznali? Polecam Wam lekturę na zimowe wieczory. Myślę, że to też dobra książka na prezent świąteczny - z pewnością obdarowany miłośnik gatunku bardzo się ucieszy.

Cantata

Cantata

"Slaughter" w języku angielskim oznacza : rzeź, masakrę, pogrom. I właśnie z tym kojarzą mi się książki autorki o tym samym nazwisku. Jako jedna z nielicznych potrafi jednak utrzymać cienką granicę pomiędzy thrillerem a horrorem. Jej powieści przesiąknięte są klimatem gore, pełne latających kończyn i morza krwi, jednak pomimo całej tej makabry autorka nie zapomniała o jej uczestnikach. Bohaterowie książek Slaughter to postaci pełnowymiarowe, wyraziste i prawdziwe. Ich problemy naprawdę interesują czytelnika, który bardzo szybko angażuje się w fabułę. Częstym motywem książek autorki były trudne relacje pomiędzy ojcami i córkami. Tym razem schemat ten został zmieniony i na miejsce ojca podstawiono rodzicielkę. Czy i z tym tematem autorka poradziła sobie równie dobrze? Czy skomplikowane relacje na linii matka-córka można w ogóle poddać analizie? Pewnego dnia Andrea umawia się ze swoją matką Laurą w restauracji by świętować urodziny. Nagle, do położonego w centrum handlowym lokalu, wpada uzbrojony mężczyzna i zaczyna się strzelanina. Na dźwięk strzałów w Laurze budzi się instynkt zawodowego żołnierza. Kobieta bierze sprawy w swoje ręce. Upewniwszy się, że jej córka jest bezpieczna, z zimną krwią zabija napastnika. Andrea nie może uwierzyć własnym oczom. Wydawało jej się, że zna swoją rodzicielkę, spokojną doktor logopedii, mieszkającą w małym nadmorskim miasteczku, która niczym szczególnym się nie wyróżniała wśród lokalnej społeczności. Okazało się, że Laura przez ponad trzydzieści lat ukrywała swoją poprzednią tożsamość. W całą sprawę angażuje się policja, jednak kobieta nie chce z nikim rozmawiać, nawet z własną córką. Każe jej się wyprowadzić z domu. Andrea za wszelką cenę pragnie poznać sekret matki i udaje się w desperacką podróż śladami przeszłości. Miłośnicy twórczości autorki wiedzą, czego spodziewać się po jej powieściach. Zdecydowanie nie jest to literatura dla grzecznych, ułożonych dziewczynek. Wszystkie książki Slaughter, które do tej pory czytałam, były zdecydowanie dla dorosłych czytelników, i to tych którzy nie boją się brutalnych, wręcz rzeźnickich scen, zmasakrowanych zwłok, gwałtów, molestowania oraz skomplikowanych zagadek. Tym razem oprócz zbrodni, morderstwa i przemocy fizycznej mamy całkiem ciekawy wątek psychologiczno-obyczajowy. Głównymi bohaterami, a zarazem narratorami w powieści, są matka i córka. Wydawać by się mogło, że kobiety znają wszystkie swoje sekrety, w końcu przez trzydzieści lat żyły pod jednych dachem i nie raz zwierzały się sobie nawzajem z problemów. Rzeczywistość okazuje się jednak bardziej skomplikowana. Laura przez cały ten czas ukrywała przed córką swoją przeszłość, i nawet teraz, w obliczu tak tragicznych okoliczności, nie chce powiedzieć prawdy. Zastanawialiście się kiedyś, jak może się czuć osoba okłamywana przez całe swoje życie? I to przez najbliższą sercu osobę? Jak wy byście zareagowali jakby wasza matka okazała się kimś obcym, tajemniczym a do tego niebezpiecznym? Ponieważ autorka daje nam wgląd w myśli Andrei, poznajemy odpowiedzi na wszystkie pytania. Dziewczyna nie wie jak ma się zachować, z jednej strony jest przerażona i zrozpaczona a z drugiej zdeterminowana by odkryć wszystkie sekrety. Wraz z nią cofamy się do roku 1968 kiedy to wszystko się zaczęło. Jednak droga do odkrycia prawdy jest długa i wyboista. Andrea jest w szoku, nie może sobie poukładać w głowie tego czego się dowiedziała o swojej rodzicielce, a przecież pozostało jeszcze tyle klocków do dopasowania. Duża część powieści to monologi wewnętrzne bohaterki, momentami przydługie, momentami irytujące, jednak wszystkie one były prawdziwe. Cieszę się, że po zdarzeniu w restauracji, nieśmiała Andrea, nie przeistoczyła się w superbohaterkę która po trupach chciała dogrzebać się do przeszłości. Dziewczyna zachowywała się dokładnie tak, jak po niej oczekiwałam. Miotała się, gubiła drogę, analizowała, rozważała, wchodziła w ślepe zaułki. Dość dużo czasu jej zajęło by sobie to wszystko poukładać w głowie. Było tutaj sporo rozmyślań i powtórzeń, które sprawiły że fabuła momentami traciła na dynamiczności. Jednak nawet to nie miało wpływu na mój odbiór Andrei, której współczułam, polubiłam i z całego serca dopingowałam. Zresztą "Układanka" to powieść pełna mocnych, wyrazistych i odważnych kobiecych sylwetek, tak rzadkich w literaturze kryminalnej.

millawia

millawia

„Układanka” Karin Slaughter to ten typ powieści, która już od pierwszych stron porywa czytelnika intrygującą akcją. Wszystko zaczyna się od niepozornej sceny – matka i córka jedzą urodzinowy lunch i rozmawiają o przyszłości trzydziestojednoletniej jubilatki. Andy jest przeciętną kobietą, która nie ma pomysłu na przyszłość - mieszka w domu matki, nie ma oszczędności ani pomysłu na siebie. Jej nudne życie przewraca się do góry nogami, kiedy do restauracji wpada uzbrojony szaleniec, który zaczyna strzelać. Sparaliżowani strachem goście kulą się ze strachu za stolikami, modląc się, by to nie oni stali się kolejnym celem zamachowca. Tymczasem ranna matka Andy, drobna logopedka, staje w obronie córki, spektakularnie rozbraja napastnika i go zabija… Andrea jest w szoku, nie może uwierzyć, że jej stateczna rodzicielka odważyła się obezwładnić i zabić niebezpiecznego mężczyznę. Tymczasem rozpoczyna się śledztwo, a Laurą i jej niezwykłym wyczynem zaczyna interesować się FBI. Zachowanie zrównoważonej do tej pory kobiety gwałtownie się zmienia. Laura kategorycznie zabrania córce rozmów z policją, staje się oschła i dość obcesowo każe Andy natychmiast wyprowadzić z domu. Trzydziestojednolatka jest zagubiona z powodu nagłej zmiany zachowania mamy oraz czuje się odtrącona, na swoje nieszczęście zwleka z wyprowadzką i staje się świadkiem przerażającej sceny. Okoliczności zmuszają Andy do natychmiastowej ucieczki. Podążając za wskazówkami pozostawionymi jej przez matkę kobieta przemierza Stany Zjednoczone, by odkryć szokującą prawdę o przeszłości Laury. Akcja „Układanki” rozgrywa się na dwóch planach czasowych – wydarzeń rozgrywających się w teraźniejszości i bardzo ciekawych reminiscencji, które przenoszą czytelnika do roku 1986. Na główną część powieści składa się historia Andy, jej ucieczki, prób odkrycia tajemnic matki oraz przyspieszonego procesu dojrzewania emocjonalnego, który musi przejść mocno gapowata bohaterka. Andy jest niestety postacią bardzo irytującą i trudno ją polubić – jest niezaradna życiowo, często zachowuje się jak beksa, pozwala sobą manipulować i przez ogromną część fabuły zachowuje się jak osoba lekko upośledzona. Nie takiego typu głównego bohatera spodziewa się na ogół czytelnik sięgający po thrillery. Odniosłam wrażenie, że opowieść dotycząca Andy jest jedynie pretekstem do przedstawienia innej, o wiele ciekawszej i bardziej złożonej historii. Jest swoistego rodzaju klamrą, dzięki której pisarka mogła elegancko domknąć wątki i wydarzenia, które rozgrywały się w przeszłości. Najmocniejszą stroną tego tytułu nie jest historia rozgrywająca się w teraźniejszości, lecz właśnie naładowane akcją, tajemnicą i mnóstwem wątków psychologicznych oraz społeczno-obyczajowych fragmenty przenoszące czytelników do roku 1986. To w nich kryje się główny wątek powieści i to one wyzwalają podczas lektury największe emocje – właśnie dla tych części warto przeczytać „Układankę”.

ewa

ewa

Autorka jak zwykle mnie nie zawiodła . Nie mogłam się oderwać :-)

Zostaw komentarz