Po trochu

Po trochu

Literatura piękna polska

Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Liczba stron: 135
Rozmiar 1 MB
Data premiery: 2017-06-21
Tytuł: Po trochu
Autor: Gogola Weronika
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 135
Data premiery: 2017-06-21
Rok wydania: 2017
Format: MOBI
Liczba urządzeń: bez ograniczeń
Drukowanie: bez ograniczeń
Kopiowanie: bez ograniczeń
Indeks: 22341938

najlepsze historie z życia zawsze opowiada się po trochu, po kawałku. Śmierć jest tu oswojona, jak to na wsi, bo przy zmarłych się czuwa. I jest to też opowieść o dorastaniu: nie jest łatwo być dziewczynką, w dodatku taką, która miota klątwy. Zupełnie tak, jakby siąść z przyjacielem i zacząć rozmowę: o sobie, o dzieciństwie na wsi, o mamie, a jeszcze bardziej o tacie, o wujkach, ciotkach, kuzynach. | justyna sobolewska"weronika gogola, zwana też janicką zbójnicką, to naprawdę pankarpacka pisarska zbójnicka. Cieszę się, że po „gugułach” wioletty grzegorzewskiej, pojawił się taki nowy, mocny głos w literaturze". Przejmująca i śmieszna, bo to się przeplata, jak w życiu. Po trochu Pdf. W takich chwilach chodzi o to, by mówić najprościej – bez zadęcia, bez patosu, bez wstydu: o pierwszych widzianych pożarach, o stratach, które przygotowują nas na kolejne odejścia, o czarach, o sikaniu na stojąco, o wsi, o "fuszkach życia", o tym, że mama mogłaby być stingiem, ale jej się nie chce. i właśnie tak, jak w zwykłym życiu, o najważniejszych sprawach, i o tych całkiem zwyczajnych, które zna każdy – weronika gogola opowiada w "po trochu". "to jest pełna życia książka o śmierci. Urodziła się na jednym ich, polskim, końcu, z hukiem przetarabaniła się przez całą karpację, by osiąść na końcu drugim. Jej opis karpackiego świata jej dzieciństwa dorównuje jakością i klimatem temu rodzajowi snów, w które zapada się leżąc w słońcu, na trawie, w lekkim górskim wietrzyku. Pod kątem leżąc, bo to w końcu karpaty". ziemowit szczerek . Ktoś coś zapamiętał i z tej pamięci rodzą się najpiękniejsze opowieści. Wywojowująca sobie przestrzeń ponad granicami, w całych karpatach: polskich, ukraińskich czy słowackich. Po trochu Ebook.

Komentarze

Księgarka na regale

Księgarka na regale

Weronika Gogola. Gogolówna. Zapamiętajcie to nazwisko. Bo silny to debiut. Wkracza w kanon wybitnej prozy. Niczym Herkules czy Godzilla - przezwiska, które przylgnęły, do głównej bohaterki w szkole, gdzie ganiała za chłopcami z zaciśniętymi pięściami, bo strzały Amora jakoś ich umykały. Gogolówny przeżywają chłopów. Ci dożywają tylko lat pięćdziesięciu. Idą, nagle upadają i umierają. To samo robi autorka. Idzie po latach swojego życia, jako wszechwiedząca szeptucha i rejestruje potknięcia, upadki, podróże do trumny. Nie mrozi nam krwi w żyłach. Bierze nas za rękę i oprowadza po śmierci, ostrzega nas bijącymi dzwonami. W Olszynach biją one rano i wieczorem, na „Anioł Pański”, przed mszą i na śmierć biją. Ale nie robią nam krzywdy, godziny wybijają kolejne i na każdego przyjdzie ta ostatnia. Każdemu zegarek stanie na godzinie dwunastej. Gogola zaczyna jako niewinna dziewczynka, obserwatorka, która uczy się różnicy między wilkiem i rakiem. Przekonuję się na własnej skórze, że wilk i rak przepoczwarzają się w inne potwory i mogą odebrać bliskich. Niczym dziecinna wyliczanka w tańcu ze śmiercią. Może jakiegoś czytelnika godziny wyliczane przez Gogolę zmęczą, ale trzeba sunąc dalej, póki nie dotrze się do sedna przesłania. Usilnie zalecam. To przychodzi jak słońce wyłaniające się spoza sielskiej łąki. Kąpiesz się w nim i po drodze odnajdujesz gdzieś siebie. Justyna Sobolewska na odwrocie okładki pisze, że jest „to pełna życia książka o śmierci”. Na moje całe szczęście - nie tylko. To plecionka dorastania dziewczynki, piekielnie samoświadomej obserwatorki, która wnika we wszystkie doświadczenia życiowe z niebywałą głębią. Jednak nie rozszarpie nas tym na strzępy. Pokaże, że dziewczynce dorastać nie jest łatwo. Zrobi to dodatkowo tak niebanalnym sposobem wicia narracji, prawie na jednym wdechu, strumieniem świadomości, którym ja z czytelniczą rozkoszą się oblałam. Mimo tego, że książka pisana jest w formie jakby pamiętnika dziewczynki, która wie, że dla płci żeńskiej dorastanie jest trudniejsze, to jest ona w pełni świadoma, że „niektóre rzeczy z człowieka na człowieka przechodzą nawet po setkach lat i potem się nie wie, czy jest się sobą naprawdę, czy jest się może pozbieranym z kawałków”. Myślałam, że moje czytelnicze serce będzie oddawać się „po trochu”. Czuję, że powinnam przeprosić, że pożarłam Cię niemal przy jednym posiedzeniu. Gogola uwiła siebie, z mnóstwa kawałków swej córowizny, i co za tym idzie - niejednego z nas, w folklorystyczną plecionkę, haftowaną chusteczkę, koronkę życia. Czytało się wybornie. Śmierć się trochę oswoiło. I w Gogolówny języku się zakochało z wiernością wypatrującą dalszych dzieł.

Agata Olejnik

Agata Olejnik

„Mało kto wie, że ja zapamiętuję wszystko. Ale ja naprawdę pamiętam o wszystkim. Może kiedyś gdzieś to zapiszę, na wypadek jakby na starość zaczęło mi wietrzeć z głowy. Jeśli dożyję starości. Może nawet nie dożyję studiów? Różnie może być.” Tak mówi mała Weronika, mieszkanka małopolskich Olszyn, narratorka debiutanckiej książki Gogoli „Po trochu”. Funduje nam spacer po krainie dzieciństwa nie trzymając się żadnych dat, ani chronologii, podążając za intuicją bajarza. Pamięć jako katalog biblioteczny, skompletowane fiszki wydarzeń bez lat. Przywoływacze nawiedzające nas pod wypływem zapachu, smaku, brzmienia, skojarzenia. Jajko niespodzianka - pożar Gieesu, kogel-mogel – mama, plastelina – kupa w szpitalu. Historia dziadka Lemoniady i jego tajemniczego zeszytu, winko z dymionka, Kasiorowe kury, kąpiel w pokrzywach, czy przyjaźń z Sieją. Prawie idylliczna kraina wiecznej niewinności. Zazwyczaj zapisy dzieciństwa i młodości, lata później zmieniają się w mieszankę opowieści lirycznych i wspomnień zdeformowanych, po liposukcji, mało oczywistych, czasem niepewnych. Tymczasem ta książka nie jest układanką z gotowych elementów, punktowcem z wielkiej płyty, zbiorem pomników i kreacji lat 90-tych. Cappuccino w proszku, duraleks, jajka niespodzianki, Bravo, Phil Colins z walkmana. Spacer po Olszynach z kiedyś, nie jest wywoływaniem duchów, raczej opowiadaniem ludzi, którzy byli, czasem trochę wymyśleni, trochę dopowiedzeni, czasem zaklęci w przedmiotach. W powieści Gogoli wiata nas pieśń żałobna, która śpiewana będzie w każdym rozdziale, co najmniej raz. Bim bam. Bim bam. Koleje losu, przeszywające nieuchronnie delikatność niewinności. W każdym rozdziale kogoś żegnamy - Gogolowi mężczyźni żyją tylko do 50-tki. „Bo tak już jest, że jak się człowiek boi albo nie rozumie, albo po prostu, kiedy jest mu smutno, to potrzebuje coś słodkiego na język i dużo snu. Dużo snu, żeby nie było tego, co jest naprawdę.” Boże, jaka to piękna książka. Napisana językiem bezpretensjonalnym i z humorem. Każdy z nas ma w sobie tę opowieść, swoje babcie Fredzie, swoje wyprawy na porzeczki, swoje zapachy skoszonej trawy, swoje szczepione jabłonki, sionki pachnące stęchlizną, swoje strachy kryjące się w ciemności. I przede wszystkim te historie wyrosłe wraz z ludźmi, którzy byli, którzy są, którzy nas zlepili.

Allan

Allan

Zaintrygowała mnie okładka, która przypomniała mi o wycinankach, jakie były w domu mojej babci. Podobne wzory widywałem w sklepach Cepelii wiele lat później. Niezwykle proste, a zarazem przykuwające wzrok. Okładka "Po trochu" wygląda swojsko. Mamy tutaj postacie i rzeczy występujące w książce. Białe tło jest idealne. Sama książka była dla mnie powrotem do dzieciństwa. Autorka porusza tutaj wiele tematów, dotyczących rodziny, wzrastania, asymilacji i wsi. Gogola pisze o śmierci bliskich, o swojej dużej rodzinie i o innych, na pozór mało ważnych faktach z życia, ale jakże szalenie interesujących i formujących nas, jako ludzi. W "Po trochu" jest dużo szczerości i prawdziwości. Miałem wrażenie, jakbym dotykał tego co czytam. To było namacalne i niezwykle realistyczne. Zresztą "akcję" osadziła w dobrze mi znanych terenach Tarnowa i okoli. Autorka wspaniale dobrała narrację. Opowieść jest lekka, a sama dziewczynka opowiada w dwunastu godzinach, czyli dwunastu rozdziałach o tym, co ją spotyka. Jej opowieść jest barwna i ciekawa. Uderzyła mnie szczerość i prawdziwość przekazu, a przy tym niezwykła szczerość w opowieści. Gogola utworzyła pomost pomiędzy tym co było, a tym co jest teraz. W trakcie lektury trudno mi było uwierzyć, że tak młoda kobieta tak doskonale pisze o historii, niekoniecznie tej bardzo odległej, ale pamiętając o wielu niuansach, które mnie z wiekiem gdzieś umykają. Ta książka jest dla mnie osobiście spacerem po meandrach zakurzonych wspomnień. "Po trochu" to kawał dobrej literatury dla czytelników, poszukujących czegoś świeżego w słowie pisanym. Debiut autorki pozwala mi myśleć o niej jako o nowej gwieździe na rynku literackim. Warto się zapoznać. Siła tej książki tkwi w prostocie narracji. Autorka (na szczęście) nie wysilała się z wymyślaniem fabuły. Wszystko jest tutaj znajome, a sama książka jest niczym dobre ciasto. Jem i nadal czuję niedosyt, chociaż smakuje wyśmienicie. Z niecierpliwością czekam na kolejne utwory Weroniki Gogoli, nazywanej Janicką Zbójnicką. Autorka ma niezwykle rzadki dar wyłuskiwania z szarego życia tego, co dla innych jest mało istotne. Gogola swoim debiutem czyni zamieszanie, pokazując że piękno i siła tkwi w prostocie. Serdecznie polecam!!!

Zostaw komentarz